Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
440 postów 109 komentarzy

Dziennikarstwo Obywatelskie

Nowy Ekran - Blog przeznaczony do publikacji materiałów dziennikarzy obywatelskich przygotowanych na zlecenie Nowego Ekranu lub artykułów i listów nadesłanych do Redakcji

Marcin Palade: RUMUNIA - OD LEWICOPRAWICY DO PRAWICOLEWICY

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W grudniu Rumuni wybiorą nowy skład dwuizbowego parlamentu. Faworytem jest rządząca koalicja sił zgrupowanych w Unii Społeczno-Liberalnej. W jej skład wchodzą partie wywodzące się zarówno z obozu postkomunistycznego, jak i antykomunistycznego.

To jeden z rumuńskich paradoksów, mniej znany polskiej opinii publicznej.

Obalenie dyktatury Nicolae Causescu w grudniu 1989 roku uruchomiło procesy demokratyzacji kraju. W miejscu dotychczas zarezerwowanym wyłącznie dla partii komunistycznej, zaczęły żywiołowo powstawać liczne formacje. Część z nich próbowała nawiązywać do przedwojennych, znaczących podmiotów rumuńskiego pejzażu politycznego. Reaktywowano między innymi partię narodowo-liberalną (PNL) i chrześcijańsko-narodowo-demokratyczną partię chłopską (PNTCD). Jednak podobnie jak w Polsce, w obozie centroprawicowym i antykomunistycznym obserwowaliśmy podziały i rozbicie. To sprawiło, że zdecydowanie bardziej zdyscyplinowani postkomuniści, wsparci dawną agenturą Securitate, a zarazem sprytnie ukryci pod nazwą Frontu Ocalenia Narodowego (FSR), zdominowali w latach 90-tych politykę w Bukareszcie.
Nie oznacza to bynajmniej, że przez całą wspomnianą dekadę rumuńska scena polityczna pozostawała zakonserwowana. Twardsza część postkomunistów przeistoczyła się w Demokratyczny Front Ocalenia Narodowego, a jej bardziej centrowa część powołała Partię Demokratyczną (PD). W obozie antykomunistycznym udało się w końcu utworzyć platformę współpracy pod nazwą Konwencji Demokratycznej (CD), z którą współpracowała Unia Rumuńskich Węgrów (UDMR). Jednym z niewielu pozytywów współpracy centroprawicy było zwycięstwo niekomunistycznego kandydata na prezydenta w 1996 roku – Emila Constantinescu.
Ale polaryzacja na osi postkomunizm – antykomunizm nie okazała się trwała. Lewica zgrupowana w Demokratycznym Froncie Ocalenia Narodowego, wraz z mniejszymi partiami nieodległymi ideowo, powołała do życia nowy byt polityczny – Partię Socjaldemokratyczną (PSD). W tym czasie, po drugiej stronie barykady, można było zaobserwować proces zbliżania się ku sobie „łagodniejszych” postkomunistów z Partii Demokratycznej z najsilniejszym podmiotem rozsypanej, centroprawicowej Konwencji Demokratycznej, czyli Partią Narodowo-Liberalną. 
W 2004 roku obie te partie poszły do wyborów razem w ramach Sojuszu Prawdy i Sprawiedliwości. To tak jakby na polskim gruncie w jednej koalicji miałoby znaleźć się środowisko Aleksandra Halla, Kazimierza Ujazdowskiego i Bronisława Komorowskiego z prawej strony dawnej Unii Demokratycznej z Aleksandrem Kwaśniewskim, Wojciechem Olejniczakiem czy Ryszardem Kaliszem. Nietypowy alians miał też miejsce po drugiej strony politycznej barykady. Odwołująca się do tradycji, solidarystyczna i wspierająca postulaty polityki prorodzinnej Partia Konserwatywna (PC) wystartowała we wspomnianych wyborach z postkomunistycznymi socjaldemokratami jako Unia Narodowa. To taki odpowiednik hipotetycznego współdziałania pod jednym sztandarem Marka Jurka, czy Stefana Niesiołowskiego z Leszkiem Millerem i Włodzimierzem Cimoszewiczem.
Dalsze przegrupowania na rumuńskiej scenie politycznej miały swoją kontynuację w drugiej połowie minionej i na początku obecnej dekady. Główny impuls poszedł ze strony Partii Narodowo-Liberalnej. Część działaczy z Teodorem Stolojanem powędrowała w kierunku centrolewicowej Partii Demokratycznej, by utworzyć Partię Demokratyczno-Liberalną (PDL). Inni liberałowie z Crinem Antonescu padli w objęcia postkomunistycznej Partii Socjaldemokratycznej, dając wraz z konserwatystami, zalążek dzisiejszej Unii Społeczno-Liberalnej.
W efekcie trwających od kilkunastu lat, ruchów tektonicznych na rumuńskiej scenie politycznej, mamy do czynienia z ostrą rywalizacją dwóch wielkich obozów. Konflikt, który dzieli Rumunię i jej obywateli, nie jest jednak zdominowany przez spory o charakterze ideowym. Bowiem zarówno unia polityczna pod nazwą Partia Demokratyczno-Liberalna, jak i Unia Społeczno-Liberalna są szerokimi porozumieniami środowisk od lewicy do prawicy. Zatem głównym elementem różnicującym głównych graczy są, podobnie jak w naszym kraju, sprawy personalne.    

Wywodzący się z PDL prezydent Traian Basescu, piastujący swój urząd od 2004 roku, toczy nieustanną walkę „na śmierć i życie” ze swoimi adwersarzami politycznymi. Dwukrotnie, ci ostatni, próbowali zawiesić rumuńską głowę państwa w obowiązkach. Zarówno w 2007, jak i w 2012 roku, operacja ta nie się jednak nie udała. W niedawnym, lipcowym głosowaniu, zawiodła frekwencja (46 proc.). Ale z tych, którzy udali się do urn zdecydowana większość (87 proc.) opowiedziała się za opróżnieniem urzędu przez Basescu. Ten ostatni, na brukselskich salonach, kreuje się na demokratę, obrońcę prawa i europejczyka. Nowego socjaldemokratycznego premiera Victora Pontę porównuje z Nicolae Ceausescu. Tyle tylko, że rumuński szef rządu ma raptem czterdzieści lat i w odróżnieniu od „prawicowego” Basescu, nie zdążył wiernie służyć w poprzedniej epoce „Geniuszowi Karpat”. 
Przedwyborcze sondaże jednoznacznie określają po której stronie konfliktu swoje sympatie sytuują mieszkańcy Rumunii. Obecnie rządząca Unia Społeczno-Liberalna może liczyć na około 62 proc. głosów. Rumuński Sojusz Prawicowy (ARD) złożony z pro prezydenckiej Partii Demokratyczno-Liberalnej i historycznej Chadeckiej Partii Chłopskiej (PNTCD) ma tylko około 15 proc. sympatyków. Tuż za nim plasuje się Partia Ludowa (PPDD), nowy byt utworzony przez popularną gwiazdę telewizyjną – Dana Diaconesu. Problem z przekroczeniem pięcioprocentowego progu wyborczego może mieć Unia Rumuńskich Węgrów (UDMR).
Pomimo anachronicznych, dla klasy politycznej,  podziałów na osi komunizm-antykomunizm w Rumunii, obserwacja geograficznych różnic w poparciu poszczególnych partii i koalicji partii po 1989 roku, pokazuje jednak, że mieszkańców tego kraju dzieli historia. Ta bliższa, ale jeszcze bardziej ta odległa. Trzeba pamiętać, że procesy zjednoczenia państwa rumuńskiego od lat 60-tych XIX wieku zamknęły się, biorąc pod uwagę trwałość granic, dopiero w 1947 roku. Regiony tworzące dziś Rumunię mają różnorodną przeszłość. Tradycje Mołdawii, czy Wołoszczyzny, z silnymi wpływami rosyjskimi, czy tureckimi są inne od zdominowanego przez Węgrów, a w mniejszym stopniu przez niemieckich kolonistów, Siedmiogrodu, czy Banatu. Tu na zachodzie struktura religijna (większy udział katolików i protestantów) i narodowościowa (zwarte skupiska Węgrów, w tym Szeklerów), nie jest tak jednolita jak na wschodzie. Stąd uformowane w odmienny sposób, silnie upodmiotowione, regionalne wspólnoty, głosowały do niedawna według klucza, którego pozbyli się już przemieszani politycznie rumuńscy politycy.
Mapa 1: Wybory prezydenckie (1996)
 
Mapa 2: Wybory parlamentarne (2008)
Jak wygląda mapa polityczna Rumunii ostatniego ćwierćwiecza? Sukcesy postkomunistów na początku lat 90-tych XX wieku przebiegały, z niewielkimi korektami, według linii dawnej granicy między Rumunią a węgierskim Siedmiogrodem (żółty linia na mapie 1 i 2). Dobrze ilustruje to mapa nr 1 z wynikami poparcia w wyborach prezydenckich z 1996 roku. Niemal cała północno-zachodnia i zachodnia Rumunia (Siedmiogród, Banat. Maramuresz) opowiedziała się za centroprawicowym Emilem Constantinescu. Jego rywal, postkomunista Ion Iliescu zwyciężył w Mołdawii i na Wołoszczyźnie. Ten podział na część „habsburską” i „nie-habsburską” miał też swoją dalszą kontynuację. Na mapie nr 2, obrazującej wyniki wyborów parlamentarnych w 2008 roku, postkomunistyczna PSD nie wygrała w żadnym z województw części „habsburskiej”. Zyskała za to spore grono sympatyków w zachodniej Wołoszczyźnie (Oltenia) i w pasie mołdawskim. Wspomniane już, tegoroczne „uratowanie głowy” prezydenta Basescu, odbyło się w dużej mierze za sprawą bojkotu referendum w północno-zachodniej części Rumunii. Czy w grudniowych wyborach obserwować będziemy dalszy dysonans między ahistorycznym spojrzeniem na rzeczywistość rumuńskiej klasy politycznej, a odwołującym się wciąż do tradycji i przeszłości elektoratem różnych regionów tego kraju?

Marcin Palade (PGB)

 

KOMENTARZE

  • "Obalenie dyktatury Nicolae Causescu w grudniu 1989 roku uruchomiło procesy demokratyzacji kraju."
    Tak, jak w całej poststalinowskiej jewropie. ZERO zmian. Hitlerowcy zresztą tak samo się zakamuflowali.
  • @
    //Obalenie dyktatury Nicolae Causescu w grudniu 1989 roku uruchomiło procesy demokratyzacji kraju.//

    Trafniej byłoby powiedzieć, że trwa zmiana kostiumów i dekoracji.

    //Część z nich próbowała nawiązywać do przedwojennych, znaczących podmiotów rumuńskiego pejzażu politycznego. Reaktywowano między innymi partię narodowo-liberalną (PNL) i chrześcijańsko-narodowo-demokratyczną partię chłopską (PNTCD).//

    To raczej walka sumienia z grzechem, w różnych stopniach. Przygotowanie do ostatecznego oczyszczenia i rozdzielenia ziarna od plew, albo zagłada.
  • Z perspektywy teologii najlepiej widać pole tej bitwy.
    I najciekawiej, po horyzont dziejów.
  • argument wieku premiera jest do niczego
    W Polsce mamy całą rzeszę "młodych komuchów", którzy nie pamiętają PRLu, a są czerwieńsi od swoich tatusiów.
    Ciekawe, że w sprawie Rumunii już słyszałem kompletnie przeciwstawne opinie, o tym, kto właściwie jest "postkomuną". Bardziej przekonuje mnie teza, że to premier broni kolesi z układu wytworzonego za czasów Iliescu.
  • Ktoś dający
    taki tytuł nie zasługuje na nic innego niż OLANIE.Ożenek ognia z wodą... Tylko śmieć może to łączyć.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031