Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
440 postów 109 komentarzy

Dziennikarstwo Obywatelskie

Nowy Ekran - Blog przeznaczony do publikacji materiałów dziennikarzy obywatelskich przygotowanych na zlecenie Nowego Ekranu lub artykułów i listów nadesłanych do Redakcji

już 35 lat polskich badań kosmosu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

okrągła rocznica polskiego instytutu zajmującego się badaniem przestrzeni kosmicznej przy wykorzystaniu astronautyki.

Skorzystaliśmy z filmu na Youtube 

Z okazji 35 -lecia Centrum Badań Kosmicznych PAN zrealizowany został film promocyjny, który przybliża historię i istotę CBK PAN. Film zrealizowany został przez ekipę portalu KosmicznaPolska.pl 

 

Okrągła rozcznica skłania do refleksji. Tym bardziej, że mimo spartańskich warunków osiągnięcia tego instytutu mogą zaimponować. Przeciętny czytelnik moze nawet nie zdawać sobie sprawy ile różnych specjalistycznych instumentów naukowych wykonano na ulicy Bartyckiej w Warszawie. A były one nawet wysłane w kierunku Saturna, w sondzie Cassini i lądowniku Huygens (lądował na Tytanie, księżycu Saturna).

 

Zainteresowanych tematem zachęcam również zapoznania się z naszymi reportażami.


Technika Kosmiczna « made in Poland »
dziennikarze.nowyekran.net/post/51673,technika-kosmiczna-made-in-poland

 


Tajemnice laboratorium z ulicy Bartyckiej.
dziennikarze.nowyekran.net/post/51971,tajemnice-laboratorium-z-ulicy-bartyckiej

 

LEM poleci w kosmos.
dziennikarze.nowyekran.net/post/52861,lem-poleci-w-kosmos

 

 

Nadano imię polskiego satelity naukowego: Heweliusz (Nowy Ekran był tam).

pirx.nowyekran.net/post/60037,nadano-imie-polskiego-satelity-naukowego-heweliusz-nowy-ekran-byl-tam


 

 

 

KOMENTARZE

  • badania kosmosu przez Polske
    nie chce byc zlosliwy ale 35-lecie to chyba nie jest okragla rocznica, na najblizsza 0-kragla rocznice trzeba poczekac jeszcze 5 lat.

    pozatym na szybko sprawdzilem wikipedie i w dziedzinie satelitow Polska wyslala w 2012 roku pierwszego satelite, a taki "zacofany" Kazachstan 6 lat wczesniej - juz 2, czy Mauritius (tez 2 satelity).

    Tak jak w budowie metra jestesmy 100 lat za Murzynami, tak samo w dziedzinie techniki kosmicznej jestesmy na szarym koncu.
  • Polska to "kosmos" ! To coś cudownego ! I świętego, bo uświęconego przez Zbawiciela !
    Tak jako mię widzicie, choć mam na łbie rogi,
    I twarz nie prawie cudną, i kosmate nogi:
    Przedsięm uszedł za Boga w one dawne czasy,
    A to mój dom był zawżdy, gdzie najgęstsze lasy.
    Aleście je tak długo tu w Polsce kopali,
    Żeście z nich ubogiego Satyra wygnali;
    Gdzie spojrzę, wszędy rąbią, albo buk do huty,
    Albo sosnę na smołę, albo dąb na szkuty

    Powyższe to fragment utworu Jana Kochanowskiego zatytułowanego
    „Satyr albo dziki mąż". Jego treścią i próbą jej interpretacji
    zajmiemy się w jednym z kolejnych rozdziałów, teraz zaś chciałbym,
    byśmy zwrócili uwagę na frazę: „Gdzie spojrzę wszędy rąbią, albo buk
    do huty...". Buk do huty? Czyli w stuleciu XVI istniały w Polsce jakieś
    huty, o czym uczniów szkół ponadpodstawowych nikt zdaje się nie informuje
    do dziś, a pewnie i o studentach także zapomniano. Jan Kochanowski
    przejął taką hutę od brata i czerpał z niej dochody, rąbiąc buki w lasach
    nieopodal Sycyny i Zwolenia. Zakładam, że one wtedy tam rosły, bo dziś
    już na pewno nie rosną. Buk do huty? Huta, jak sama nazwa wskazuje,
    huczy. Może więc, dziedzicząc hutę, Jan Kochanowski stal się przemysłowcem
    na nie małą wcale skalę? Może wcale nie był piewcą sielskiego życia,
    jak nam to wmawiają uporczywie w szkole? Może wcale takiego życia nie
    lubił? Jego zaś sielskie utwory to tylko propaganda i jakbyśmy to dziś
    powiedzieli - copywriting? Nie wiem. Był w każdym razie mistrz Jan właścicielem huty. Kiedy podróżujemy
    po Polsce, napotykamy po drodze miejscowości o nazwach takich jak Huta
    właśnie albo Kuźnica, albo Bania lub Hamernia. Co oznaczają te nazwy?
    Otóż oznaczają one nie mniej nie więcej tylko to, że w każdej z tych miejscowości
    był ośrodek wytwórstwa przedmiotów ze stali i innych metali,
    a do tego w niektórych - tych co mają w nazwie słowo „bania" - istniała
    jeszcze kopalnia kruszców lub rudy. Kiedy policzymy, ile tego jest, musimy
    się zastanowić poważnie, czy czasem nas nie oszukują w szkole, mówiąc,
    że epoka przemysłowa rozpoczęła się w stuleciu XVIII. Myślcie sobie co
    chcecie, ale ja jestem przekonany, że oszukują. Jestem tego pewien, a pewność
    tę czerpię stąd, że tak mi powiedział znajomy historyk - na całym
    Uniwersytecie Warszawskim jest tylko jeden pracownik naukowy zajmujący
    się historią gospodarczą. On pewnie wie jak było, ale nie może wiedzy
    tej propagować, bo stereotyp skamieniał tak jak lody na Antarktydzie i nie
    można go skruszyć. Oczywiście on skamieniał tylko w Polsce, bo historia
    i literatura historyczna w Niemczech czy Czechach radzi sobie z tym stereotypem
    świetnie, choćby już przez sam fakt swobodniejszego dostępu do
    źródeł i mniejszej presji otoczenia wywieranej na autorów. Nie wiem, jak
    tam jest z hierarchią na uczelniach i respektowaniem jej stopni, ale myślę,
    że także dużo swobodniej.
    Tak więc wielki przemysł metalowy eksplodował w Europie na przełomie
    stulecia XV i XVI. Zaraz to udowodnimy, posługując się poezją
    i fragmentami podręczników specjalistycznych z tamtych czasów, między
    innymi wspomnianą już księgą „De re metallica" autorstwa Georga Agricoli.
    Zacznijmy jednak nasze rozważania od drugiego końca czyli od produktu
    finalnego ówczesnego przemysłu stalowego. To znaczy od zbroi i jej
    przeznaczenia czyli wojny.
    Stulecie XV oglądało wojny we Włoszech, wojny polsko-krzyżackie,
    wojnę róż i wojnę stuletnią, która ani myślała jeszcze wygasnąć. Stulecie
    XVI rozpoczyna się wojną w Mołdawii, konflikt polsko-krzyżacki tli się
    nadal, walczą książęta na Śląsku, Litwa walczy z Moskwą. Do prowadzenia
    każdej z tych wojen potrzebna jest stal i żelazo. W bitwach coraz większą
    rolę zaczyna odgrywać piechota. Piechota ta posługuje się specjalną taktyką
    i ma wyspecjalizowane uzbrojenie. Ono nie różni się mocno od uzbrojenia
    jazdy, jest właściwie takie samo, z tym, że piechur przełomu XV i XVI
    wieku zaopatrzony jest w dużą, malowaną tarczę - pawęż. Jego bitewny
    rynsztunek to stalowy hełm, nierzadko stalowa zbroja płytowa i broń zaczepna.
    Jezdny ma także na sobie zbroję płytową. W ręku zaś dzierży broń
    zaczepną - kopię, miecz lub topór. Wszystko to wykonane jest w specjalistycznych
    warsztatach płatnerskich, takich jak ten, którego właścicielem
    był mistrz Klemens, człowiek spoliczkowany przez Andrzeja Tęczyńskiego. Aleksander Bołdyrew, autor książki „Produkcja i koszty uzbrojenia w Polsce
    w XVI wieku" podaje, że w pierwszej połowie stulecia XVI w Krakowie
    płatnerze nie mieli własnej organizacji cechowej, zrzeszeni byli w jednym
    cechu wraz z innymi majstrami pracującymi w metalu. Nie musieli także
    - j a k o płatnerze - wykonywać pracy mistrzowskiej. Charakterystyczną cechą
    ich zawodu były ścisłe kontakty i powiązania z magistratem i zamkiem.
    Mieli po prostu stałe zlecenia na konserwację broni i elementów ochronnych
    zbroi pachołków miejskich i ludzi starościńskich. Takim właśnie człowiekiem
    był mistrz Klemens - miał znajomych wśród rajców, którzy zlecali
    mu robotę i za nią płacili.
    Najwięcej płatnerzy pracowało oczywiście w konurbacji krakowskiej,
    w takim dla przykładu Sandomierzu było ich tylko dwóch, a w Tykocinie
    na Podlasiu tylko jeden. W Poznaniu płatnerze byli nieco inaczej zorganizowani
    i musieli wykonywać majstersztyk, żeby wyzwolić się na mistrza.
    W Warszawie, pisze Bołdyrew, w latach 1576-1600 działał tylko jeden
    warsztat płatnerski, a w Gdańsku dwa lub trzy, ale zostały zamknięte
    w roku 1600. Ich właściciele zmarli. We Lwowie było czterech płatnerzy,
    a w Łowiczu przy dworze biskupim - jeden. Jeśli spojrzymy na ten ogromny
    kraj, jakim była Rzeczpospolita polsko-litewska widzimy, że tych warsztatów,
    jeśli nie liczyć zagęszczenia wokół Krakowa, jest nieco zbyt mało.
    A zbroje przecież były potrzebne, bogaci magnaci posiadali nieraz po kilka
    kompletów zbroi, tak więc rynek istniał. Istniał jednak także i import znakomitych
    zbroi płytowych z zagranicy, początkowo z Mediolanu, a później
    z Flandrii oraz Niemiec - głównie z Augsburga. Najsłynniejszym ośrodkiem
    produkcji zbroi płytowych był Mediolan. Wytwarzano tam prawdziwe arcydzieła
    sztuki płatnerskiej wiązane zwykle z nazwiskami takich mistrzów
    jak Filip Negroli, Gian Battista Sarabagli i Luca Piccina oraz Pompeo delia
    Chiesa. Zbroje takie sprowadzano z Włoch lub produkowano na miejscu
    według włoskich wzorów.
    Wyprodukowanie wojennego rynsztunku wymagało stali, ta zaś występowała
    w postaci rud na powierzchni ziemi lub nieco głębiej pod nią.
    Eksploatacja tych rud oraz zapotrzebowanie na żelazo i stal czyli stop żelaza
    z węglem spowodowało gwałtowny rozwój metalurgii w XV i pierwszej
    połowie XVI wieku.
    W początkach XVI stulecia pogranicze polsko-śląskie, czyli dzisiejszy
    Górny Śląsk i Opolszczyzna, było nasycone warsztatami odlewniczymi, hutami,
    kopalniami i siecią dróg służących do transportu wyrobów stalowych
    i ku wygodzie podróżnych. Pomiędzy rzeką Ścinawą na zachodzie, a Wartą
    na wschodzie, pomiędzy Częstochową na północy a Katowicami na południu
    istniało w owym czasie 77 hut, hamerni, kuźnic. Wszystkie te nazwy
    oznaczały to samo - ośrodek produkcji półproduktów stalowych. Słysząc nazwę „kuźnica", czytelnik przyzwyczajony do interpretowania historii poprzez
    wizję filmowców, widzi palenisko i dwóch kowali tłukących młotkami
    w podkowę. Przytoczmy więc dokładny opis kuźnicy czynnej u zarania
    doby nowożytnej....


    ...Oto kuźnica. W kuźnicy zaś: kościół, browar, karczma, 13 domów dla
    robotników i dalsze w budowie. Do tego duży staw i nowy, który ma założyć
    na nowym spiętrzeniu rzeczki nastający właśnie posesor. Koszt remontu kuźnicy 1500 złotych polskich. Szaleństwo. Przypomnijmy, że według Fryderyka
    Papee koszt utrzymania tysiąca jezdnych okutych w blachę produkowaną
    w kuźnicy to 24 tysiące złotych dukatów. Inwestycja kosztowna,
    ale zwróciła się na pewno w bardzo krótkim czasie. Podobną kuźnicę odziedziczył
    Jan Kochanowski, piewca spokojnego życia na wsi.
    Przypomnijmy - 77 takich warsztatów, nie licząc kopalń, odkrywek,
    zwykłych kuźni i strzech rzemieślniczych położonych było na pograniczu
    polsko-śląskim, z tego większość znajdowała się w księstwie Opolskim, którym
    na początku wieku XVI władał Jan II Dobry, brat zamordowanego
    w Nysie Mikołaja.
    Pora na kilka słów o surowcu, który przerabiano w kuźnicach zwanych
    także hamerniami. Ruda występowała w Polsce na pograniczu śląskim,
    w okolicach Kielc, a także w Małopolsce i na Mazowszu. Dwa najstarsze
    ośrodki wydobycia i przerobu rudy darniowej i bagiennej znajdują się
    w Polsce w Górach Świętokrzyskich właśnie i na Mazowszu. Ten drugi ośrodek
    nie był czynny w czasach nowożytnych. Rudę wydobywano tu w pierwszych
    wiekach naszej ery i czynili to prawdopodobnie Celtowie. Hutnictwo
    nowożytne to hutnictwo małopolskie i śląskie, a także w mniejszym stopniu
    wielkopolskie.
    Ruda, którą pozyskiwano, leżała wprost pod darnią lub zalegała w bagnach.
    Jej przerobienie na surówkę nie było proste i wymagało instalacji,
    które dawniej nazywano dymarkami. Nie dawały jednak one pożądanej
    i zadowalającej jakości wyrobów, piece więc zmodyfikowano i budowano
    na wzór włoski. Z Włoch bowiem pochodzili pierwsi nowocześnie pracujący
    w Polsce hutnicy, a i po naukę hutnictwa jeździło się wówczas do Italii,
    a konkretnie do Padwy. Był tam Jan Kochanowski, ale w celach innych niż
    tutaj opisywane, nie nauczył się hutnictwa; no, chyba że nie wiemy jeszcze
    wszystkiego o życiu poety.
    Pozyskanie rud powierzchniowych nie stanowiło żadnego problemu dla
    ówczesnych hutników, na Śląsku jednak już od XIV wieku pozyskiwano
    rudę z płytkich szybów, które były często zalewane wodą. Specjaliści potrafiący
    odprowadzać wodę z kopalnianych szybów byli cenionymi i poszukiwanymi
    fachowcami. Mogli zawsze liczyć na przychylność właścicieli
    kopalń, hut i kuźnic.
    Omówimy teraz pokrótce technologię pozyskiwania żelaza z rudy.
    „Rudę żelazną szczególnej dobroci należy wytapiać w piecu podobnym
    niemal do drugiego, albowiem ma mieć palenisko wysokie na trzy i pół
    stopy, szerokie i długie na stóp pięć, w środku ma mieć wgłębienie wysokie
    na stopę, a szerokie na półtorej stopy. Może jednak być wyższe lub niższe,
    szersze lub węższe, według wydajności żełaza z rudy" - pouczał Georg Agricola w księdze „De re metallica"...


    ...Podsumujmy - siedem takich urządzeń, takich fabryk na wolnym powietrzu,
    zainstalowanych było na samej tylko Małej Panwi. A gdzie jeszcze
    kuźnice legnickie, żagańskie, toszeckie, bytomskie, pszczyńskie, a także
    krzepickie, niwkowskie, olsztyńskie i inne znajdujące się na obszarze korony
    Polskiej, które wymienia Rozdzieński w swoim poemacie. Było tego
    mnóstwo. Nas jednak najbardziej interesować będą te huty, które położone
    są w księstwie Opolskim oraz w sąsiadującym z nim od południa księstwie
    Karniowskim, które potem zmieniło nazwę na księstwo Opawskie.
    W końcu XV wieku rządzone przez, mówiącego po polsku i używającego
    w dokumentach języka czeskiego, Piasta księstwo Opolskie połączyło
    się z mniejszym, rządzonym od wieków przez Przemyślidów księstwem Raciborskim.
    Połączone księstwa zajmowały obszar prawie pokrywający się
    z granicami dzisiejszego Górnego Śląska, nie mówię tu o województwie
    Śląskim, ale o geograficznej krainie, położonej pomiędzy Nysą Kłodzką
    a Przemszą. Księstwo Opolsko-Raciborskie w XVI wieku było nieco mniejsze
    niż ten obszar. Miało jednak coś, czym nie mógł poszczycić się nikt na
    całym Śląsku, w Czechach, w Polsce i na Węgrzech - bardzo zapobiegliwego
    i świadomego zagrożeń oraz pułapek czyhających na ludzi majętnych,
    władcę.
    Książę Jan II, zwany Dobrym, świadom był tego, że jego rodzinna
    domena to bardzo łakomy kąsek dla wszystkich, którzy chcieliby się gwałtownie
    wzbogacić. Sam nagromadził w zamku opolskim nieprawdopodobne
    ilości skarbów. Krążyły o nich po całym Śląsku i Czechach legendy. Był
    poza tym właścicielem wszystkich kopalń i hut na terenie swoje księstwa,
    a w dodatku, świadom tego, że nie ma dzieci i jego poddani zostaną kiedyś
    sierotami wydanymi na pastwę jakichś koronowanych łupieżców bez
    sumienia, zabezpieczył ich przywileje, wydając dokument zwany Wielkim
    Przywilejem Ziemskim. Dokument ten wydany został na rok przed śmiercią
    księcia i gwarantował szlachcie, miastom i włościanom księstwa wszystko
    to, co do tej pory książę im obiecał i podarował. Oczywiście dokument ten
    musiał być zatwierdzony przez króla Czech, którym był wówczas Ferdynand
    Habsburg, ale sam fakt, że istniał, dawał mieszkańcom podstawy do
    roszczeń w razie prób narzucenia im jakichś ograniczeń. Król Ferdynand,
    który był jednocześnie cesarzem, zwlekał z potwierdzeniem Wielkiego Przywileju
    całe trzydzieści lat. To wiele mówi o wadze tego dokumentu. Wiele mówi też o nim jego potoczna nazwa, której historycy używają do dziś -
    śląska konstytucja.
    Nie wiem, czy było w ówczesnej Europie miejsce, gdzie stosunki rodzinne,
    własnościowe i feudalne byłby bardziej skomplikowane niż na Śląsku.
    Śląsk po śmierci króla Węgier Macieja Korwina był nadal częścią
    Czech. Podlegał Władysławowi Jagiellończykowi, o którym w Polsce zwykle
    się nie mówi, ponieważ kilka nawet słów na jego temat łamie z miejsca
    cały mit jagielloński, którym żyły pokolenia, a który teraz nieco przybladł,
    ale odkurza się go jako tę najświetniejszą część dziejów narodowych.
    Nie można jednak uciekać od prawdy, choćby była bolesna. Kim był
    Władysław Jagiellończyk? Zwykle używa się do opisywania króla takiego
    oto eufemizmu: był człowiekiem słabego charakteru. Cóż to znaczy w praktyce?
    Bez przerwy, jak wszyscy Jagiellonowie, potrzebował pieniędzy. Rządząc
    dużym królestwem, a potem dwoma dużymi królestwami, nie potrafił
    wycisnąć z nich więcej niż ze swojego księstwa Opolskiego pozyskiwał
    książę Jan. W dwóch bogatych i dobrze zorganizowanych królestwach,
    z których jedno - węgierskie było bez przerwy zagrożone przez Turków,
    rządził człowiek, któremu brakowało na opłacenie własnych woźniców.
    Miasta śląskie wygrywały różne słabości króla, podobnie jak książęta.
    Tylko książę Jan z Opola prowadził w miarę niezależną politykę gospodarczą
    i niczego od króla nie chciał. Zapewne powodem było nie tylko
    to, że zawsze miał pieniądze. Książę Jan miał cały czas w pamięci śmierć
    swojego brata Mikołaja na rynku w Nysie i znając doskonale stosunki pomiędzy
    królem a miastami oraz innymi książętami, trzymał się od dworu
    z daleka. Opolczyk nie był popularny na Śląsku, był zbyt bogaty, zbyt
    skuteczny i zbyt sprytny. W młodości na dodatek wraz z bratem został
    zmuszony do udzielenia poparcia okupującym Śląsk Węgrom i nie wyszedł
    na tym najgorzej, ale nie zyskał przez to przyjaciół wśród innych książąt
    śląskich.
    Czego by się książę Jan nie tknął, rzecz ta natychmiast zamieniała
    się - jeśli nie w pieniądze, to w jakąś widoczną i budzącą zazdrość korzyść.
    Udzielał pożyczek i przejmował zastawy za niezapłacone zobowiązania.
    W dodatku zastawy te, całe księstwa lub ich fragmenty, natychmiast
    zaczynały przynosić dochód. Dzierżawił huty i kopalnie. Pobierał myto
    i opłaty za handel. Słowem wyciskał grosz ze wszystkiego. Jak mówi stare
    przysłowie - nawet z kamienia.
    W dodatku nie miał dzieci. Wszystkie te okoliczności sprawiały, że musiał
    się bardzo pilnować. Król Władysław był może słabym człowiekiem,
    ale chętnie słuchał rad silniejszych i bardziej zdecydowanych. A kiedy już
    ich wysłuchał, mówił dobrze. Potem zaś leciały głowy ścinane w montowanych na chybcika procesach, zdarzały się dziwne zgony w operetkowych okolicznościach i wszystko układało się tak, jak to sobie wymarzyli w zaciszu
    swoich komnat i sypialni królewscy klienci. Król ponadto popierał
    ekspansję Hohenzollernów na Śląsk. Najbardziej zaś popierał synów swojej
    siostry Zofii wydanej za mąż za margrabiego Fryderyka von Ansbach
    - Georga i Albrechta. Tego samego Albrechta, który złoży potem hołd
    w Krakowie jego bratu Zygmuntowi.
    Ekspansja Hohenzollernów na Śląsk była przedsięwzięciem przemyślanym
    od początku do końca. Nie sposób uwierzyć w to, co pisze Zygmunt
    Boras w książce „Związki Śląska i Pomorza Zachodniego z Polską w XVI
    wieku" „Ubogie księstwo (Ansbach we Frankonii, dziś Bawaria) nie starczyło
    dla licznego rodzeństwa i dlatego starał się ojciec tak pokierować losami
    swych synów, by na obcych dworach szukali drogi do kariery politycznej"...
  • @kowalskijan584 23:30:13
    satelitów nie ma. fakt. dopiero pierwsze są w budowie.

    ale mimo wszystko taki Kazachstan nie wyprodukował żadnego z instrumentów wysłanych w kierunku Saturna czy innych obiektów układu słonecznego.
  • @Pirx 03:00:07
    Jak by nie było , to nie mamy żadnej rakiety co by cokolwiek wysłała w Kosmos. Podobno wlatach miniomych istniały takie...
  • @kanton 05:46:53
    CBK jest instytutem naukowym.
    i jakoś pomimo spartańskich warunków ma osiągnięcia (naukowe) oraz dochował się unikalnych kadr. zrobiono kawał dobrej roboty.

    a rakiet ... to jest aż nadto na Świecie. większość z nich to technika z lat 60/70.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31